
Morskie Oko, jeden z najpiękniejszych zakątków Tatr, przyciąga latem prawdziwe tłumy. O ile kolejki do kas biletowych nikogo nie dziwią, o tyle spory sznur turystów oczekujących na… transport konny może budzić zdziwienie.
Ponad dwugodzinny marsz asfaltową drogą i kamienistą ścieżką z Palenicy Białczańskiej nad Morskie Oko, choć uznawany za łatwy, wymaga pewnego wysiłku. Nic więc dziwnego, że spora część turystów, zamiast przemierzać szlak o własnych siłach, decyduje się na przejażdżkę fasiągiem.
Popularność tego rozwiązania, pomimo kontrowersji i wysokiej ceny, nie maleje. Wręcz przeciwnie – popyt na przejazdy konne często przewyższa podaż – Jakby zaczęli iść, przeszliby już niezły kawał, zamiast czekać na koniec – komentuje dla WP jeden z turystów obserwujących długą kolejkę. Inny dodaje – Widać, że leniwi, ale z kasą.

Ile kosztuje wygoda?
Rzeczywiście, za wygodę trzeba zapłacić. Górale za transport konny nad Morskie Oko życzą sobie 100 zł od osoby, a za zjazd – 50 zł. Wśród oczekujących na przejażdżkę słychać nie tylko język polski, ale i słowacki, ukraiński, a nawet rozmowy turystów z krajów arabskich.
Kontrowersje wokół fasiągów na trasie do Morskiego Oka trwają od lat, a po niedawnym, głośnym incydencie z udziałem konia, dyskusja rozgorzała na nowo. Czy alternatywą dla koni staną się w przyszłości np. elektryczne busy, które testowano na tym odcinku? Czas pokaże.
Czytaj więcej: Górale oszaleli? 120 zł za parking pod Tatrami!
źródło: wp.pl








