
W czwartek pasażerowie rejsu LO11, który miał na celu przetransportowanie podróżnych z Warszawy do Newark w Stanach Zjednoczonych, przeżyli moment grozy. Samolot Polskich Linii Lotniczych LOT, po starcie z Lotniska Chopina, został zmuszony do powrotu na lotnisko w wyniku zgłoszenia o potencjalnym zagrożeniu na pokładzie.
Jak informują przedstawiciele linii lotniczych oraz Komenda Stołeczna Policji, sygnał o możliwym zagrożeniu został przekazany w trakcie lotu. Kapitan samolotu, postępując zgodnie z obowiązującymi procedurami, natychmiast podjął decyzję o powrocie na Lotnisko Chopina. Po wylądowaniu maszyny, służby lotniskowe i państwowe przystąpiły do realizacji procedur bezpieczeństwa.
Alarm na pokładzie samolotu PLL LOT. Zatrzymano osiem osób
Rzeczniczka Lotniska Chopina, Anna Dermont, potwierdziła, że otrzymano informację o możliwym niebezpiecznym ładunku na pokładzie samolotu. W związku z tym na lotnisku wdrożono odpowiednie procedury, które miały na celu zabezpieczenie wszystkich osób znajdujących się na pokładzie.
Według doniesień, w związku z alarmem bombowym zatrzymano osiem osób. Jak podaje tvn24.pl, zatrzymani to mężczyźni w wieku od 23 do 60 lat. Policja prowadzi czynności w kierunku artykułu 224a Kodeksu Karnego, który dotyczy fałszywego alarmu. Na razie nie wiadomo, jakie motywy kierowały podejrzanymi.
Po powrocie na lotnisko rejs LO11 został odwołany z powodów operacyjnych, a pasażerowie otrzymali możliwość zmiany rezerwacji na inne połączenia. Na szczęście nikt z podróżnych ani załogi nie odniósł obrażeń, a cała sytuacja została bezpiecznie opanowana.
Chociaż incydent okazał się fałszywym alarmem, jego konsekwencje mogą być poważne. Fałszywe zgłoszenia tego rodzaju wiążą się z ogromnymi kosztami operacyjnymi, a także z zakłóceniem planów setek pasażerów. Dodatkowo, osoby odpowiedzialne za takie incydenty mogą liczyć się z poważnymi sankcjami prawnymi.
Czytaj również: Koniec sprzedaży pokładowej w Ryanair. Zobacz, co czeka pasażerów








