
29 czerwca 2024 roku, ulice Malagi wypełniły się tłumem mieszkańców protestujących przeciwko negatywnym skutkom masowej turystyki. Demonstracja zgromadziła nawet 25 tysięcy osób, które domagały się zmian w polityce turystycznej miasta. To kolejny protest tego rodzaju w Hiszpanii, po podobnych manifestacjach na Wyspach Kanaryjskich i Balearach.
Według prognoz, w 2024 roku Hiszpanię odwiedzi aż 100 milionów turystów, co przekroczy dwukrotnie liczbę mieszkańców tego kraju. Tak duża liczba przyjezdnych znacząco wpływa na życie codzienne obywateli, zwłaszcza w popularnych turystycznie regionach takich jak Andaluzja, której stolicą jest Malaga.
Malaga. Ulubiony wakacyjny kraj Polaków ma dość turystów. “Oddajcie nam miasto!”
Protest został zorganizowany przez organizację Inquilinas e Inquilinos pod hasłem „Życie, a nie przetrwanie”. Manifestanci skandowali hasła takie jak „Oddajcie nam nasze miasto!”, „Nie sprzedacie nas!” oraz „Turystyka albo życie!”. Mieszkańcy zarzucają władzom lokalnym, na czele z burmistrzem Francisco de la Torre, że faworyzują turystów kosztem rodowitych mieszkańców.
Protestujący wyrażali niezadowolenie z powodu rosnących cen w restauracjach i sklepach, zatłoczonych ulic oraz niszczenia dziedzictwa kulturowego. Największym problemem jest jednak sytuacja na rynku mieszkaniowym. Właściciele nieruchomości wolą wynajmować mieszkania turystom, co przynosi większe zyski, ale jednocześnie powoduje, że wielu mieszkańców nie stać na wynajem lub zakup własnego lokum.
Francisco Torres, jeden z uczestników protestu, stwierdził: „To już nie jest turystyka, to po prostu inwazja. Nie chcę być figurą w moim mieście. Jeśli się nie zmobilizujemy i nie sprzeciwimy temu co się dzieje, nic się nie zmieni”. Jego przyjaciel, Cristian Cabra, dodał: „Uczymy się, pracujemy, a i tak nie będzie nas stać na mieszkanie, bo wszystko zajmą turyści”.
67-letnia Lola Gonzalez zaznaczyła, że jej protest nie jest skierowany przeciwko turystom, ale przeciwko modelowi turystyki, który stawia mieszkańców na drugim miejscu.
Nie wszyscy jednak zgadzają się z protestującymi. Juan Cubo, wiceprezes organizacji Profesionales de Viviendas y Apartamentos Turísticos, uważa, że protestowanie przeciwko turystyce, która jest kluczową gałęzią gospodarki, jest nieodpowiedzialne. „To jest co najmniej niepokojące. Na szczęście w manifestacji brała udział tylko hałaśliwa i radykalna mniejszość. To nie turyści odpowiadają za wzrost cen mieszkań, tylko kwestie prawne i biurokracja” – tłumaczył.
Protesty w Maladze są częścią szerszego ruchu sprzeciwu wobec nadmiernej turystyki w Hiszpanii. Mieszkańcy domagają się zmian, które pozwolą im normalnie funkcjonować w swoich miastach, nie czując się jak obywatele drugiej kategorii. Z kolei przedstawiciele branży turystycznej podkreślają, że turystyka jest niezbędna dla lokalnej gospodarki. Jak potoczy się ten konflikt interesów, pokaże czas.
Czytaj również: Czarne flagi na hiszpańskich plażach. 48 kąpielisk nie spełnia norm








