Zakopane, nazywane zimową stolicą Polski, przyciąga turystów z całego kraju. Jednakże, wielu odwiedzających narzeka na rosnące ceny w restauracjach na Krupówkach. Jak radzą sobie z tym problemem?

Krupówki, główna ulica Zakopanego, tętni życiem przez cały dzień. Wirtualna Polska opublikowała niedawno artykuł dotyczący wyzwań, jakie stawiają przed turystami rosnące ceny w Zakopanem, zwłaszcza w popularnych lokalach na Krupówkach.

W artykule wspomniano rodzinę z Rypina, która przyjechała z Kujawsko-Pomorskiego. Pani Ania opowiada, że choć ceny są wysokie, czasem trzeba zrobić wyjątek dla dzieci. „Zjedliśmy tu tylko placek za 5 zł, staramy się tutaj nie przepłacać,” mówi. Rodzina zdecydowała się na nocleg w pobliskim Poroninie, gdzie ceny są niższe.

Krupówki omijane szerokim łukiem. Co się dzieje w Zakopanem?

Damian i Weronika z Krakowa odwiedzili Krupówki tylko na chwilę. „Staramy się ich unikać i w ogóle tu nie wchodzić,” mówi Damian. „Jeśli ktoś chce zjeść taniej, lepiej udać się poza Krupówki.” Jak dodają, na Krupówkach byli tylko pierwszy i ostatni dzień pobytu.

Nie wszystkie restauracje na Krupówkach są wypełnione. Wielu turystów wybiera bary mleczne znajdujące się nieco dalej od centrum. Dwóch turystów z województwa zachodniopomorskiego chwali jedno z takich miejsc za świeże, tanie jedzenie. „W centrum za dwa napoje zapłaciłam 50 zł,” mówi pani Iza, która wybrała bar mleczny na kolację. Ceny w barze mlecznym są znacznie niższe: rosół kosztuje 15 zł, pierogi 26-28 zł, a schabowy z ziemniakami i surówką 30 zł.

Wysokie ceny w restauracjach skłaniają turystów do wybierania noclegów z dostępem do kuchni. Pani Małgorzata z pensjonatu „Czarny Jeleń” zauważa, że wiele osób woli przygotowywać posiłki samodzielnie. „Wiem na pewno, że ceny wzrosły przez pandemię oraz inflację,” mówi. Wielu turystów przywozi ze sobą jedzenie, aby oszczędzić na posiłkach.

Górale nie są zadowoleni z turystów, którzy stołują się w pokojach. Pan Witek z pensjonatu „Wierchy” narzeka, że goście przywożą jedzenie ze sobą zamiast korzystać z lokalnych produktów. „Oferujemy pyszne śniadania, a goście i tak przywożą jedzenie ze sobą,” mówi. Turyści coraz częściej przywożą gotowe dania, co jest określane przez miejscowych jako trend „dżemojadów”. „To już nie tylko jakieś przekąski, ale i gotowe dania do odgrzania w mikrofalówce,” dodaje pani Marzena z „Misia”.

Czytaj również: Najdłuższy hotel w Europie otwiera się w Polsce! Zagraniczne media zachwycone

Źródło: WP