W nocy z 28 na 29 lipca doszło do incydentu, który zmusił służby ratunkowe do podjęcia kosztownej akcji. Mężczyzna zadzwonił na numer alarmowy 112, informując o rzekomym podłożeniu bomb na lokalnych stacjach PKP (na stacjach PKP na terenie powiatu ostrołęckiego i wyszkowskiego). Po przekazaniu tej wiadomości rozmówca szybko się rozłączył, nie odpowiadając na próby kontaktu ze strony służb.

Pomimo przypuszczeń, że może to być nieprzemyślany żart, policja nie mogła zignorować zgłoszenia. Dyżurny ostrołęckiej policji natychmiast uruchomił procedury bezpieczeństwa, kierując patrole na dworce i powiadamiając odpowiednie służby. Przeszukano cały teren pod kątem podejrzanych pakunków i materiałów wybuchowych. Po dokładnym sprawdzeniu miejsc wskazanych w zgłoszeniu, nie znaleziono żadnych niebezpiecznych przedmiotów.

Ten telefon sparaliżował stacje PKP. Oto, co się stało później

Gdy okazało się, że alarm był fałszywy, policja natychmiast rozpoczęła poszukiwania autora zgłoszenia. Mundurowi z posterunku w Goworowie, już o 6 rano, odwiedzili 49-letniego mężczyznę z Różana (powiat makowski) w jego mieszkaniu. Szybka akcja funkcjonariuszy doprowadziła do zatrzymania żartownisia. Policjanci zabezpieczyli telefon, z którego wykonano fałszywe zgłoszenie.

Mężczyzna przyznał się do winy i usłyszał zarzuty dotyczące wywołania fałszywego alarmu, który mógł zagrażać życiu, zdrowiu wielu osób oraz mieniu w znacznych rozmiarach. Policja przypomina, że takie działania są surowo karane. Za przekazywanie fałszywych informacji o zagrożeniach publicznych grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. W przypadku zgłoszenia więcej niż jednego fałszywego alarmu, kara może wynosić od 2 do 15 lat pozbawienia wolności.

Każdy fałszywy alarm uruchamia działania wielu służb, co generuje ogromne koszty. Sprawcy takich incydentów mogą zostać pociągnięci do zwrotu tych kosztów. Policja stanowczo informuje, że autorzy głupich żartów są szybko ustalani i ponoszą konsekwencje swoich działań.

Czytaj również: Pilne! Czy PLL LOT zawiesi loty do Bejrutu? Oświadczenie rzecznika